Zaczęło się od badania lekarskiego – takich oględzin przed „minikonsylium” złożonego z
Pana Doktora, rehabilitantów i kogoś tam jeszcze...
A było tak:
— Natalko... — doktor, Nasz Doktor, jak zwykle spokojnym głosem spowodował, że zrobiło
się jakoś przyjaźniej. Zaczął badanie. Natalka, również jak zwykle, zrobiła szczurzą
mordkę.
Pan Doktor ciągnął:
— No to pokaż mi jak siedzisz.
Być może mi się zdawało, ale Panu Doktorowi drgnął wąsik.
Tak! To był uśmiech! Mieszany z zaskoczeniem!
Skupił się na oględzinach. Dotykał, spoglądał, ustawiał kolana, pochylał się, kucał, zaglądał
to z tej, to z tamtej strony. Porównywał. Zestawiał. Kciukami szukał bioder. Niczym
radiesteta szukający wodnej żyły. Badał...
W takich chwilach nawet wspomniana woda w kaloryferach płynie jakoś dyskretniej.
Doktor nabrał powietrza...
— Pięknie! — Rozległo się w iskrzącej ciszą sali kinezyterapii. — A teraz spróbuj się odwrócić,
dobrze?
Plask! Natalia zwinnie jak naleśnik na patelni w rękach szefa kuchni wielogwiazdkowej
restauracji, zmieniła położenie, ostatecznie stabilizując się w pozycji: „pupa twarzą w
twarz z sufitem podwieszanym”.
Pan doktor zdemaskował swą radość, pozwalając pojawić się maleńkim zmarszczkom
wokół pełnych ciepła oczu.
— Natalko? Podniesiesz nogę? — zapytał retorycznie.
Noga drgnęła.
Niespiesznie oderwała się od umęczonej i nasyconej wysiłkiem wielu dzieciaków, powierzchni
materaca i jęła się unosić. Coraz wyżej. Wyżej... Dwieście procent normy!
Potem druga. Tylko w kolanie. Następnie udo...
Obecnym rehabilitantom i stażystom, pamiętającym wrzaski, jęki, przetargi oraz manipulacje
małej kobietki towarzyszące uruchamianiu zastanych po wielotygodniowym gipsie
stawów, szerzej otworzyły się oczy, a żuchwy bezpiecznie wylądowały na wykładzinie
podłogowej.
Doktor skończył.
Wejrzał. Głęboko, w oczy.
Ja bym nie wytrzymał. Natalia owszem.
— Natalko. Jestem pod d u ż y m wrażeniem. — rozległo się i odbiło od ścian.
Też byłem!
— Jesteś wielkim zuchem!
Natalia zaczęła puchnąć. Z dumy.
Spojrzałem w kierunku wyjścia. Przemknęło mi przez głowę, że jeśli capnę ją natychmiast,
to może jeszcze uda mi się ją przepchnąć przez otwór drzwiowy. Jednak siedziałem na
podłodze jak zaczarowany. Ale niebezpieczeństwo, że duma rozsadzi Natkę, zbliżało się
z prędkością błyskawicy, a ponieważ nie pamiętałem, co spożywała dnia poprzedniego,
postanowiłem reagować.
Ubraliśmy się pośpiesznie i wyszliśmy z sali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz