poniedziałek, 31 stycznia 2011

...przecież chodzi!

Wybraliśmy się na basen.
Kasa. Nasza kolej.
— Proszę szatnię dla niepełnosprawnych.
Babsko w kasie:
A po co? Po co panu niepełnosprawna?
Bo jestem z niepełnosprawną córką odpowiadam, wskazując Natalię.
A co jej jest? Pyta babsko.
Niepostrzeżenie dając się wciągnąć w uczestnictwo w idiotycznym przetargu, odpowiadam:
Ma porażenie mózgowe i nie spodziewając się, że babsko wie zbyt wiele o tej przypadłości, wyjaśniam: Ma kłopoty z poruszaniem się.
Przecież chodzi... nie daje za wygraną kaszalot w kasie a szatnia niepełnosprawna tylko dla osób na wózkach.
Rany boskie! Jak mam tej cholernej babie wyjaśnić, że Natalia jest mocno niesamodzielna? Jak to zrobić skutecznie, nie raniąc uczuć mojej córeczki, której staram się wskazywać jak najwięcej aspektów jej samodzielności. Jak przestać uczestniczyć w tej chorej komisji lekarskiej, w której samozwańczym orzecznikiem i kwalifikatorem okrzyknęło się pozbawione elementarnej wrażliwości, siedzące w przeszklonej budce, objuczone sznurem czerwonych korali, klimakterium?
Próbuję oficjalnie:
A ma pani jakiś regulamin, gdzie mogę to przeczytać? Jakieś zarządzenie kierownictwa? pytam.
Nie mam. Ale tak jest i już! Tylko dla inwalidów na wózkach.
Dobrze, że nie kalek...
Czyli, że gdybym przyjechał z Natką na wózku problemu by nie było.

Kolejka gęstnieje, przez tłumek za nami przechodzi pomruk niezadowolenia. Robi się pat.
Nie zabiorę przecież Natalii do męskiej szatni (na tutejszym basenie szatnie są osobne). Sam nie wlezę do damskiej. Czyżbyśmy mieli obejść się smakiem?
Zaczynam jeszcze raz, spokojnie:
— Bardzo panią proszę o szatnię dla niepełnosprawnych. Zawsze tu przyjeżdżamy i nigdy nie ma z tym problemów. I dodaję pojednawczo, chcąc jak najszybciej przestać być przyczyną "korka" przy kasie: No, co pani tak zależy...?
Dobrze wiem, dlaczego tak się upiera. Chodzi o konieczność posprzątania dodatkowego pomieszczenia.
Dodaję:

— Wystarczy nam jedna szafka...
Chyba trafiłem!
Babsko zagrzechotało imponującymi, czerwonymi koralami, pofukało pod nosem i mamrocząc coś o tym, że nam się w dupach poprzewracało, rzuciło klucz do szatni.
Dla niepełnosprawnych.
Sukces w negocjacjach?
Może.

Widząc pytające spojrzenie córki, zdaję sobie sprawę, że będę musiał wyjaśnić jej "o co chodziło tej pani" i zapewnić, że i tak tu jeszcze przyjedziemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz